ROSYJSCY KRYTYCY O „OŻENKU” Z PAULINĄ CHRUŚCIEL I JOANNĄ ŻÓŁKOWSKĄ
Opublikowano: 16/05/17

     Nowy tytuł Teatru 6. piętro już na dobre rozgościł się w tamtejszym repertuarze. Po dwóch miesiącach od premiery i wielu pochlebnych recenzjach, kilka słów popełnili również rosyjscy krytycy teatralni. Obydwie nasze aktorki, Paulina Chruściel w roli Agafii Tichonownej oraz Joanna Żółkowska jako Arina Pantelejmonowna, zostały zauważone i docenione w swoich teatralnych kreacjach. Z wielką przyjemnością publikujemy fragmenty recenzji  znanej badaczki teatru – profesor Nadzieżdy Tarszys oraz krytyczki i dziekan Rosyjskiego Państwowego Instytutu Sztuk Scenicznych w Sankt Petersburgu – profesor Jewgenii Tropp:

     Reżyser i aktorzy Teatru 6.piętro, w którym Bubień nie tak dawno wystawił „Wujaszka Wanię” (patrz „Pietierburgskij tieatralnyj żurnał” nr 82), potraktowali sztukę z powagą, a jednocześnie z lekkością. Spektakl przesycony jest muzyką, ma wymyślny nierówny rytm, roztańczony krok. Jest zwodniczo przyjemny dla oka i ucha, jak bywa zwodniczy ciepły wieczorny wiaterek na brzegu morza. Zagapisz się na chwilę i już cię przewiało, już łapie cię przeziębienie. Nie idąc drogą „uszynelowienia” „Ożenku”, jak zrobił to Anatolij Efros, nie poddając głównych postaci komedii Gogola pogłębionej psychologizacji, twórcy spektaklu, jednocześnie nie zmienili ich w jednoznaczne maski (może tylko ciotkę Arinę Pantelejmonowną, ognistą damę w bluzkach w lamparcie cętki i płomienną henną na głowie, Joanna Żółkowska rysuje wyłącznie jako karykaturę). Mimo skłonności polskich aktorów do ekscentrycznej, ostrej gry, ich bohaterowie nie są marionetkami. Choć lalki tu są! […]

Agafia Tichonowna (Paulina Chruściel) jest zupełnie wyjątkowa w tym spektaklu. Ileż było krygujących się dojrzałych kobiet w różnych wersjach scenicznych sztuki! Była, oczywiście, i delikatnie bierna Olga Jakowlewa w legendarnym bardzo „szynelowym” w klimacie spektaklu Anatolija Efrosa. Był także omski „Ożenek” w reżyserii Anatolija Praudina z głównymi bohaterami zawieszonymi między niebem a ziemią, rajską „Sycylią” a nieludzkimi knowaniami Koczkariewa. I czego to jeszcze nie było!

Takiej Agafii jednak jeszcze nie było. W spektaklu warszawskiego teatru bohaterka jest wyjątkowo wewnętrznie wolna, emocjonalnie niewiarygodnie szczodra, funkcjonuje w wyrafinowanym rysunku plastycznym – aż do pewnej ekscentrycznej „niemocy”. Ona, jak to się mówi, nie nadaje się na bycie „normalną”. Mówiąc po ludzku – jest nienormalnie prostoduszna, ale ta prosta dusza tworzy świat spektaklu wyjątkowo żywym, przy czym powiązana jest ze złośliwą, drapieżną „witalnością” jednych postaci, i z dramatycznym zagubieniem innych. Krótka chwila szczerości mogła pojawić się u takiego Podkolesina tylko z taką Agafią Tichonowną. […]

     Panna na wydaniu w roli Pauliny Chruściel to cudowna istota. Kobieca, delikatna, czarująco bezpośrednia. Wybiegając  na spotkanie Pokolesina i jego przyjaciela, poślizgnęła się na parkiecie i padła na wznak. Leży, nie ma siły się podnieść, niezręcznie rozstawiła nogi, ale nawet ta poza nie sprawia, że wydaje się być niezręczna czy nieładna. Koczkariew podnosi ją i prawie na siłę ustawia ją z kawalerem w pozycji do tanga, kładzie ręce Podkolesina na talię partnerki, podnosi nogę Agafii i zarzuca na biodro partnera. Para stoi, jak zaczarowana, bez ruchu, dopóki Koczkariew nie pobiegnie załatwiać swoich spraw. Dopiero wtedy odskakują od siebie, ale napięcie między nimi nie znika. Zmieszanie dosłownie wykręca Agafii ręce i nogi, nieustannie skubie spódnicę, pociera ręce. Podkolesin – Żebrowski jakby w odpowiedzi również  zaczyna rękami i nogami „pląsać”, potrząsać nimi, tańcząc coś w rodzaju „tańca małych kaczuszek”. Aktorka tak „zagospodarowała” swoją bohaterkę, wypełniła ją tak żywym naturalnym bytem, że jej Agafia ni z tego ni z owego może na przykład, wykonać niesamowitą sztuczkę: chwyciwszy za wiszące krzesło, wygina się do tyłu, stawia głowę na podłodze i w takiej pozie kontynuuje rozmowę! Podobnie niepokój wyrażają chyba jedynie dzieci z grupy najmłodszych przedszkolaków, a przy tym u Agafii-Chruściel to nawet nie dziecinność, tylko jakiś wyższy stopień naturalności, organiczności. Gdy Koczkariewowi-Głowackiemu udaje się  w końcu zetknąć pannę  i kawalera, we trójkę znajdują się nawzajem w swoich objęciach. Agafia żywiołowo się cieszy, cmoka, zacałowuje Podkolesina, wisi na nim, zsuwa ramiączko od sukienki – i wszystko to jest całkowicie naiwne i niewinne. Tym smutniejszy jest finał, gdy bohaterka zostaje sama i zdaje sobie sprawę,  że nie ma narzeczonego. Paulina Chruściel opada na podłogę, dół sukni ślubnej, jak biała piana, osiada wokół niej, ostatnią rzeczą, którą widzi widz jest jej smutne, dojrzałe spojrzenie.

 

 

Całość obu tekstów znajdziecie tutaj

Zachęcamy do lektury, a naszym wspaniałym aktorkom ogromnie gratulujemy! 

 

Autorką zdjęć jest Weronika Trzeciak